Zaspokojenie - opowiadanie

Nie zauważyła, kiedy przystanął przed drzwiami jej pokoju. Trochę się speszyła, kiedy napotkała jego ciepłe spojrzenie. Nie umiała ukrywać fascynacji jego osobą. Nie chciała jej ukrywać. Uśmiechnęła się z czułością. On, przez szklane drzwi, posłał jej swój uśmiech.

Te kilka sekund dodawało jej sił i swoistej cierpliwości. Wiedziała, że czekanie pewnego dnia się skończy i że pewnego dnia nie będzie między nimi szyb, schodów, postronnych osób, kiedy będą się mijać na korytarzu... żadnych przeszkód. Wystarczy poczekać na ten upragniony czas, gdy będzie tylko ona i on, i wszystko to, co może się zdarzyć pomiędzy dwojgiem pożądających się osób.

Popołudniem spotkali się. Wpuściła go do swego domu. Był głodny jej bliskości, jej ciała, ciepła, czułości i śmiechu. Już od drzwi chłonął to wszystko, czym go mogła z radością obdarzać. Ten pierwszy, pełen szczęścia uśmiech, który wyczuwał jeszcze zanim uchyliły się drzwi, ten pierwszy krok w jego kierunku, lekko wysunięta, zazwyczaj bosa stopa, wspięcie się na palcach z niecierpliwością wysuwana ku niemu twarz, wilgotne i niecierpliwe usta, wreszcie tak niesamowicie bliskie i ten pierwszy, żarliwy pocałunek, jako preludium, zapowiedź tego, co jeszcze przed nimi. Uwielbiał te chwile. Zamykał ją w swoich ramionach i tulił, nieraz długo stojąc bez ruchu, szepcząc jakieś pojedyncze, nie zawsze zrozumiałe słowa, wymawiane jak zaklęcia, wprost w jej usta, uszy... We włosy wplątywał palce, obejmując dłońmi głowę i jeszcze mocniej wtulając jej kruche ciało w swoje silne ramiona. Poddawała mu się i powitalnym rytuałom pozwalała trwać, także i tego dnia.

 

Ubrana w lekką, kwiecistą, letnią sukienkę z krótkimi rękawkami i delikatnym dekoltem. Wyglądała niewinnie, dziewczęco. Tuż nad uchem, we włosy miała wpiętą spinkę z fioletowym kwiatem - zupełnie zwykła ozdoba, a dodawała jej swoistego uroku. Wyciągnął dłoń i wyjął spinkę, kilka kosmyków otuliło jej policzek. Patrzyła na niego z oczekiwaniem. Nie mogła tego wyjaśnić, jednak godzinami tęskniła za tą chwilą, kiedy powita go w drzwiach. Różne scenariusze rodziły się w wyobraźni, a teraz, kiedy już przy niej był, umiała tylko patrzeć i przyjmować każdy najdrobniejszy gest. Niecierpliwość i tęsknota zawsze ustępowały miejsca czułości.

Oparła się o ścianę przedpokoju i uśmiechnęła się, przymknęła oczy i stała w bezruchu. Patrzył na nią i naprawdę nie chciał psuć niepowtarzalności chwili swoim rosnącym pożądaniem.

– Chodź do mnie - wyszeptała wreszcie i nie otwierając oczu, wyciągnęła dłoń w jego kierunku. Uchwycił jej dłoń i już był przy niej. Odpowiadała namiętnie na jego pocałunki. Szybko łapane oddechy mieszały się z jękami przyjemności. Objął ją i lekko uniósł w ramionach, przycisnął i oparł mocno o ścianę. Jęknęła z aprobatą, czując jak jego niecierpliwe dłonie wędrują po jej krągłych biodrach, obejmują pośladki i przyciągają je władczo.

Oderwali na moment od siebie swoje usta, jedno spojrzenie w lubieżnie zamglone oczy i stało się jasne, że czekali na ten dzień nazbyt długo.

– Chcę ciebie - szeptała, rozpinając guziki jego koszuli. Wsunęła dłonie pod rozchylony materiał i cieszyła się ciepłem jego skóry. Pocałunkami i opuszkami palców wędrowała po torsie i szyi. Podniósł ją lekko, by różnica wzrostu nie stanęła na przeszkodzie jego ulubionym pieszczotom. Wilgotny język już muskał małżowiny ucha, wślizgiwał się w zakamarki, a ciepły oddech sprawiał, że rozkoszny dreszcz rozchodził się po całym ciele. Miał ochotę natychmiast wyłuskać ją z sukienki, wydobyć jej nagość i napawać się nią. Chciał jednak, zadośćuczynić jej potrzebom, jej pragnieniom. Znów oparła się o ścianę. Z trudem łapała oddech. Uśmiechała się i wyglądała jakby chciała mu o czymś powiedzieć. Otulił ją sobą i wyszeptał wprost do ucha:

– Powiedz to...

–Ale, co mam powiedzieć? - zapytała, siląc się na to, by jej pytanie zabrzmiało w miarę szczerze

– To, o czym teraz myślisz, co chcesz, żebym zrobił - całował jej szyję i nagie ramiona. Sukienka zsunęła się lekko z jej ramion, eksponując delikatną skórę jej piersi, skryte jeszcze pod materiałem, kusiły już stwardniałymi sutkami. Nakrył je dłońmi, nie mógł się bronić dłużej, by jej nie pieścić. Znów wpił się w jej usta. Oddawała mu się, znała na pamięć jego smak, ciepło jego ust, a i tak każdy kolejny pocałunek stawał się w jakiś sposób wyjątkowy. Był nie do powtórzenia. Schwyciła jego dłonie, wędrujące po jej krągłych biodrach, spojrzała mu głęboko w oczy i bez słów pokazała czego pragnie. Uniosła swoje ręce nad głowę w geście poddania. W lot pojął, że chce jego władczości, siły, przewagi, wyższości, że chce żeby to on był górą. Mocnym gestem schwycił jej nadgarstki, i mocnym gestem przytwierdził jej ciało do ściany. Niemal nie dotykała stopami podłogi, a on ocierał się i drażnił jej skórę szorstkim zarostem. Ciche jęki co chwilę wtapiały się w lepkie powietrze. Z nieskrywaną przyjemnością poddawała się dyktandu jego dłoni. Skrzyżował jej ręce nad głową i mając pewność, że nie będzie mu się wyrywać, schwycił je w mocnym uścisku jednej dłoni. Drugą powędrował wzdłuż szyi i szybkim, może nawet trochę brutalnym gestem, ściągnął sukienkę z jej piersi. Równie szybko skrył jedną z nich w swej dłoni, kciukiem drażnił nabrzmiały sutek.

– Ugryź... - wyszeptała. Nie czekał na ponowną zachętę, pochylił się i wessał ciemną brodawkę. Ssał mocniej niż zwykle, kąsał, bo przecież tego właśnie chciała. O to go prosiła. Chciała, aby sprawił jej ból, ten rozkoszny ból, dzięki któremu czuła, że należy do niego, że nareszcie ma ją tylko dla siebie. Po chwili, kiedy jej kwilenie na chwilę ucichło, wypuścił z ust pierś, żeby zaczerpnąć powietrza i poprawić uścisk jej uwięzionych rąk. Stała przed nim półnaga z wymalowanym na twarzy obrazem nieskrywanej rozkoszy. Oddychała głęboko, oblizywała wargi, ruchami bioder zachęcała go, by nie przestawał. Przycisnął ją znów do ściany, kolanem rozchylił uda. Wolną ręką powędrował w dół sukienki, dłoń zniknęła pod materiałem. Delikatna skóra ud zachęcała do pieszczot, więc wędrował swoimi ciekawskimi palcami w górę i na powrót do miejsca, od którego zaczął. Wpijał się w jej usta, smakował ją, a ona, na ile pozwalał jego uścisk, ocierała się piersiami o jego skórę i stawała na palcach, by być jeszcze bliżej niego. Kiedy, niespodziewanie jego dłoń zawędrowała ku zwieńczeniu jej ud i kiedy odkrył, że pod sukienką tym razem nie ma żądnej bielizny, napotkał jej szelmowskie spojrzenie. Całowała go leniwymi, powolnymi ruchami warg. Przerywała pocałunki i spoglądała na jego twarz, jakby chciała sprawdzić, że robi to dokładnie. Przejął w końcu przewagę w pocałunkach, przycisnął ją całym ciałem do ściany, umocnił uścisk, podciągnął jej ręce jeszcze wyżej nad głowę i w tym samym czasie znów zanurzył swą dłoń między jej uda. Jęknęła z wrażenia, kiedy palcami wtargnął w nią, wilgotną, ociekającą pożądaniem. Chwytała powietrze przez lekko rozchylone usta. Wygięła biodra w jego stronę. Pragnęła go objąć, sama dotykać swoich piersi, chwycić jego dłoń i nadać pieszczotom odpowiednie tempo, ale skrępowane nad głową ręce nie miały prawa się wydostać.

Dziś to on rządził jej ciałem, dyktował tempo, dozował poszczególne pieszczoty i rozkoszował się jej ciałem, coraz bardziej miękkim, wilgotnym, bezgranicznie oddanym. Mogła mu się jedynie poddać lub domagać się silniejszych pchnięć, mocniejszych pieszczot wzgórka. Zaciskała uda, kiedy zagłębiał w niej palce. Nie chciała go wypuszczać, chciała by pomógł jej dojść, kiedy jest już o krok. Wystarczyło tylko, by nie przerywał ciągle swych pieszczot, co robił, jakby z rozmysłem chciał ją podręczyć, doprowadzić do kresu wytrzymałości. Wtulony w nią cały, wciąż dbał o mocny uścisk uwięzionych rąk, a jednocześnie palcami i naciskiem dłoni delektował się jej kobiecymi wdziękami. Muskał koniuszkiem języka zakamarki jej uszu... Szalała pod wpływem tych doznań. –Weź mnie, dlaczego mnie dręczysz, tak długo czekałam... – szeptała, kiedy przerywał pieszczoty. Dotykał jej rozchylonych, rozpalonych i nabrzmiałych ust mokrymi od jej wilgoci palcami i szeptał, że chce by poczuła swój zapach i smak...

– Wypuść mnie, proszę - wyszeptała błagalnie, chcę cię dotykać... muszę cię poczuć... - przekonywała go, między jednym a drugim pocałunkiem. 

– Proszę...

W końcu uległ i wypuścił jej dłonie. Przylgnęła do jego ciała i niecierpliwie rozebrała go z reszty ubrań. Pozwoliła mu na to samo, sukienka podzieliła los jego spodni. Kruche, drżące z podniecenia ciało domagało się kolejnych pieszczot.

– Nie chciałem się spieszyć, dajmy sobie ten czas - uśmiechał się ciepło.

– Nie potrafię tego dłużej znieść - odpowiedziała zupełnie szczerze.

Czuła jak wszystko w niej pulsuje i że za moment sama sprawi, że ukoi tę tęsknotę za nim. Pociągnęła go w kierunku sypialni. Szła przed nim, kusząc krągłościami bioder i pośladków. Ułożyła się na środku łóżka, zachęcając, by położył się na niej. Roześmiał się i pokręcił głową, że się nie zgadza. Chciała czuć jego przewagę, to będzie tak do końca. Pociągnął ją za stopy na sam brzeg łóżka. Oparł je na swoim ramieniu i przygryzał delikatnie kostki i wierzch każdej ze stóp. Wiedział, że uwielbia te pieszczoty i lubił patrzeć jak zamyka oczy i oddaje się im w całości. Po chwili podciągnął ją jeszcze bliżej krawędzi łóżka. Ułożył się między jej udami. Pochylił się nad nią mocno, napierając ciężarem na jej drobne ciałko. Jej ręce znów powędrowały nad głowę, przyciągnął leżący na łóżku szlafrok. Paskiem w mgnieniu oka związał nadgarstki nad jej głową, szlafrok zwinął i podłożył pod biodra. Patrzyła z niedowierzaniem w oczach na te jego poczynania ale nie protestowała, wręcz przeciwnie czekała na dalsze kroki. Wciąż klęczał przy łóżku między rozchylonymi udami. Ręce miała związane, krągłe piersi apetycznie wznosiły się, kiedy brała głęboki oddech. Jej kobiecość była na wyciągnięcie dłoni. Mógł w nią wejść od razu ale chciał jeszcze zakosztować jej smakowitego ciała. Gładził jej uda, językiem wodził po łydkach, na powrót przygryzał kostki i wędrował językiem od stóp do zwieńczenia ud. Wypinała ku niemu i tak mocno wyeksponowane biodra, domagając się zaspokojenia. Dręczył ją, dopóki, na wpół płacząc, nie wybłagała, by w końcu w nią wszedł. Chwycił ją mocno za pośladek, przygarnął do siebie jej ciało i kilkoma szybkimi pchnięciami zwarł się w jedno z ciałem kochanki. W mocnym uścisku rąk, przytłoczona do łóżka ciężarem, otulona ze wszystkich stron jego ciepłem, musiała mu się całkowicie poddać.

To on wyznaczał rytm, dozował jej pchnięcia, dłuższe przerwy rekompensując klapsami w pośladek, mocniejszym uściskiem bioder, podgryzaniem piersi. Pokornie znosiła to wszystko czerpiąc z ich bliskości dużo więcej niż była mu w stanie okazać i wykrzyczeć. Pochylił się mocno nad nią, wciąż jedną ręką przyciągając kochankę za pośladek zwiększał szybkość ruchów, drugą ręką powędrował nad jej głowę i jeszcze zintensyfikował uścisk. Była całkowicie unieruchomiona, mogła tylko biernie przyjmować każdy ruch jego bioder. Syciła się coraz głośniejszymi jękami kochanka. Odpowiadała mu równie głośno i równie mocno napierała biodrami i przyjmowała jego szaleńcze już pchnięcia.

Zamknęła oczy. Jej ciało całkowicie skupiło się na doznaniach, urywanych oddechach, jękach, szmerze ocierających się ciał, skrzypieniu łóżka. Przez moment wyobraziła sobie, że podsłuchuje kochającą się parę, że jest jakby obok, że jest tylko obserwatorem. Ta myśl dziwnie ją podnieciła, a spotęgowana jękami kochanka, sprawiła, że rozkosz wstrząsnęła jej ciałem. Nie wiedziała, w którym momencie do niej dołączył, wiedziała, że sprawił, że przez moment była poza swoim ciałem, albo raczej ponad nim, była czystą rozkoszą...

Rozkoszą, która niesie zaspokojenie.